Strona została otwarta w dniu 06.03.2010

 

POGLĄD — nasze wspólne dziedzictwo

Berlin Zachodni — Warszawa (1982-1990)

Listy do ówczesnego wydawcy Edwarda Klimczaka


Andrzej Lewandowski
Perth/Australia,
4 kwietnia 2010 r.

 

Cześć Edward!

 

Witaj po latach. Nie mam pojęcia, co mnie napadło, ale ostatnio zrobiłem sobie podróż w czasie i surfując po internecie natrafiłem na Twoją stronę, a za jej pośrednictwem na stronę Poglądu. Z całego serca gratuluję Ci państwowych odznaczeń, którymi Cię udekorowano. Aż się wierzyć nie chce, że to taki szmat czasu upłynął od tamtego burzliwego w historii okresu i mojego, spędzonego w Berlinie roku, zanim dotarłem tutaj na Antypody. Nikomu o zdrowych zmysłach nie śniło się wówczas, że rozpadnie się Związek Sowiecki, a rzekomo trwały stwór, jakim była NRD, przestanie istnieć pozostawiając koszmarny sen, który gdzieniegdzie trwa do dzisiaj.

 

Nasza Ojczyzna to temat na osobne rozważanie. Wówczas, na poczatku lat 80. zaliczałem się do tych naiwnie wierzących, że możliwa jest bezkonfliktowa transformacja, której “Solidarność” była wtedy bezprecedensowym prekursorem.

 

Rzeczywistość okazała się taka, jak każdy widzi. Z przykrością i często z bólem serca obserwuję, jak rozkupczone zostały te wszystkie uniwersalne ideały, które wówczas jednoczyły ludzi o często różnych przekonaniach i poglądach.

 

Po 20 latach, jakie minęły od przemian 1989 roku, w Polsce ciągle daleko do jako takiej normalności. Dawnym katom żyje się często lepiej niż ofiarom.

 

Sam, z racji swoich kontaktów, pewnie obserwujesz to wszystko lepiej, z bliższego berlińskiego dystansu na codzień. Z przykrością czytam, że i Poglądu nie ominęło donosicielstwo i że w redakcji był kapuś w osobie tego Żelaznego. Śledząc jego dalsze postemigracyjne losy dochodzę do wniosku, że po latach ma się on zupełnie dobrze i wcale sumienie go nie gryzie. Wiem, że ma to praktyczne niewielkie znaczenie, ale podzielam Twoję reakcję, że trzeba takich ludzi ujawniać i publicznie odnosić się do ich przeszłości.

 

Odnoszę wrażenie, że ten niefortunny pomysł w postaci grubej kreski T. Mazowieckiego długo jeszcze będzie sprawcą różnych koszmarnych snów naszych rodaków w Polsce i poza nią. Po raz kolejny ’’mądry Polak po szkodzie’’.

 

Jedyne pocieszenie to to, że biologia życia wkrótce zrobi swoje i większość kanalii uwikłanych w brudne sprawy poprzedniego systemu po prostu na zawsze zniknie. Ciągle z nostalgią wspominam ten krótki, ale bardzo intensywny okres w Berlinie, od powstania Komitetu Obrony Solidarności do mojego i Kamili wyjazdu do Australii, a także później, gdy nadal współpracowałem z redakcją.

Przyznam, że nigdy później nie spotkałem nikogo, kto charakteryzowałby się podobną do Twojej samodyscypliną i determinacją w dążeniu do celu. Twoja osoba i Twój entuzjazm zawsze będą dla mnie niedoścignionym wzorem do naśladowania.

 

Moje losy tutaj miały różny przebieg. Staram się żyć spokojnie nie wadząc nikomu. Od prawie 6 lat pracuję w tutejszej administracji stanowej (zajmuję się rehabilitacją niepełnosprawnych). Ostatnio trochę się kształciłem (mówią, że na naukę nigdy nie jest za późno). Od wielu lat, m.in. z braku czasu nie jestem już aktywny w tutejszym życiu polonijnym.

 

Nadal jednak jestem "zwierzęciem politycznym", i dlatego to, co się dzieje w Polsce i na świecie, nie jest mi obojętne. Być może stąd ten przypływ nostalgii.

 

Co słychać w Twoim świecie? Z lektury zamieszczonych na Twojej stronie materiałów wnioskuję, że ciągle jesteś bardzo aktywny zawodowo i społecznie. Mam nadzieję, że choroba, o której wspomniałeś nie należy do gatunku tych najgorszych.

 

Byłoby mi niezmiernie miło, gdybyś znalazł chwilę i skreslił choć parę słów w moją stronę.

 

Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.
Andrzej

 

PS. W mojej bibliotece mam wszystkie egzemplarze, poczynając od pierwszych wydań “Biuletynu Informacyjnego” i “Poglądu”. Ponieważ jest to kawał historii, więc nie chciałbym, aby stały one tylko na moich półkach. Czy masz jakiś pomysł, jak udostępnić to wszystko innym, którzy mogliby być zainteresowani?


 

Pożegnanie z Berlinem na Murze


 

Andrzej Lewandowski

Perth, 7 kwietnia 2010 r.

 

Witaj Edwardzie!

 

Dziękuję, że sie tak szybko odezwałeś.

 

Ponownie zajrzałem na Twoje strony internetowe strony Poglądu, tym razem dokładniej cofając się do wczesnych lat 80., kiedy to przyszło nam razem pod Twoim kierownictwem wystąpić w obronie "Solidarności", która wowczas była jedyną nadzieją na być może lepszę Polskę.
Pytasz, jak doszło do naszego poznania się.
Pamięć mam w zasadzie nienajgorszą, choć niektóre osoby i zdarzenia nie utkwiły w niej aż tak bardzo. Jednak pamiętam ten dzień niedługo po ogłoszeniu stanu wojennego w Polsce, kiedy po wiecu (w sali urzędu dzielnicowego w ratuszu Charlottenburg), którego byłeś organizatorem, została niewielka grupa Polaków i postanowiła coś dla Polski zrobić.

 

Na pewno w tej grupie byłeś Ty, Leszek Kaleta, Leszek Woźniak, Włodek Nechamkis i ja.
Pamiętam też gościa, który podpisywał się pseudonimem Ramirez i jego dziewczynę Aurelię. Nie jestem jednak pewny, czy byli oni na samym początku na zebraniu po tym wiecu, którego byłeś inspiratorem.

Pamiętam, że tam wywiązała się mała dyskusja na temat tego, co ewentualnie dałoby się zrobić w Berlinie, aby pomóc idei wolnej Polski. Ze względu na zamknięte granice i blokadę informacyjną postanowilismy, że byłoby celowe stworzenie jakiejś publikacji w języku polskim,skierowanej do Polaków w Berlinie.

Reszta to już zaświadczona historia.

Nie będzie wazeliniarstwem, jeżeli stwierdzę, że bez Twojego udziału cała ta inicjatywa bardzo szybko by upadła. Twój entuzjazm, zdolności organizacyjne, a przede wszystkim stabilna pozycja w Berlinie i związany z tym autorytet pozwolily, aby prekursor Poglądu ruszył z miejsca.

Trzeba pamiętać, że oprócz Ciebie niemal bez wyjątku wszyscy, skupieni przy powstawaniu pierwszych numerow BI byli, abstrahując od szczegołów, Polakami "na czarno". Każdy z nas miał w tym jakiś powód.

Mój był bardzo prosty. Była to moja forma protestu przeciwko rezurekcji dyktatury ciemniaków w mojej Ojczyźnie i chęć niesienia praktycznej pomocy tym, którzy zdecydowali się z nią w kraju walczyć.

Pytasz o Twoje kursy niemieckiego na FU. Na pewno uczestniczyliśmy w nich razem z Kamilą. Dzięki temu ciągle jestem w stanie skonstruować nieskomplikowaną rozmowę w języku niemieckim, a wiadomości Deutsche Welle oglądam w oryginalnej wersji językowej.

Na pewno uczestniczyła w kursach Aurelia (dziewczyna Ramireza), mój znajomy z budowy Janusz Zdarzil i chyba jego dziewczyna Lilka.

cdn

Więcej następnym razem. Trzeba wyruszyć za chlebem.
Pozdrawiam serdecznie

Andrzej Lewandowski