Kopflinks
gb
ger pl Flagge.Pl
Kopfrechts

BIULETYN INORMACYJNY NR 2, 30.01.1982 R.
Opublikował w internecie w dn. 25.03.2009 r. Edward Klimczak

WŁODZIMIERZ NECHAMKIS

W NIEMIECKIEJ PRASIE

- 15 -

   Pierwszą reakcją prasy niemieckiej, radia i telewizji na wydarzenia w Polsce był szok. Ogłoszenie stanu wojennego, przerwanie dopływu informacji z Polski połączone z całkowitym zamknięciem granic były zaskoczeniem dla każdego. Szczególnie po okresie względnej swobody i stopniowej demokratyzacji kraju w ostatnich szesnastu miesiącach. Z dnia na dzień Polska, która zaczęła już być traktowana jak każdy inny normalny kraj w Europie, stała się jednym z ognisk zapalnych zagrażających światowemu pokojowi. Nic więc dziwnego, że pierwszym komentarzom towarzyszył lęk i niepokój, rozwój wydarzeń mógł mieć nieobliczalne konsekwencje. "Boję się, powiedział mi w tamych dniach znajomy Niemiec, co godzina słucham wiadomości radiowych i trzęsę się ze strachu".

   To zwierzenie było dla mnie czymś mało sympatycznym. Czy człowiek żyjący wygodnie w Berlinie Zachodnim i trzęsący się ze strachu o własne bezpieczeństwo jest w stanie zrozumieć, co czuje 36 milionów Polaków, których przemieniono w naród niewolników? Których poniżono, opluto, którym odebrano to wszystko, co było dla nich najważniejsze? Myślę, że nie. Taki człowiek zrobi naprawdę dużo, żeby przekonać siebie i innych, że w Polsce nie jest aż tak źle, poza tym będzie bardzo podatny na argumentację gen. Jaruzelskiego, któremu nie chodzi przecież o nic innego jak o "zaprowadzenie porządku i uspokojenie sytuacji w kraju".

- 16 -

   Już w pierwszych komentarzach prasowych pojawiły się nieśmiałe spekulacje, że być może rzeczywiście decyzja Jaruzelskiego była ostatnią szansą Polski, że tylko w ten sposób można było uniknąć interwencji rosyjskiej. Oczywiście fakt, że ogłoszenie stanu wojennego jest równoznaczne z interwencją rosyjską jak i to, że każdy dzień po "13. XII.81 kosztuje gospodarkę polską znacznie więcej niż wszystkie strajki "Solidarności" razem wzięte pozostał w tych komentarzach nie zauważony. Mżna powiedzieć, że już wtedy sprzeniewierzono się zasadzie uczciwości dziennikarskiej, gdyż chodziło nie tyle o wierne przedstawienie sytuacji w Polsce, co o usprawiedliwienie nacechowanego strachem i biernością nastawienia Zachodu do Moskwy. Najbardziej przykre było to, że takie interpretacje znajdowały gotowe i nad wyraz wygodne schematy myślowe w propagandzie krajów Bloku Wschodniego.

   Zaczęły się dziać rzeczy, które dla każdego rozsądnie myślącego człowieka są niemal niemożliwe do zrozumienia. Przedstawiciele prasy lewicowej, a więc ludzie uważajacych siebie za zwolenników demokracji, którzy zawsze gotowi byli do protestowania i demonstrowania przeciwko łamaniu praw ludzkich od Alaski do El Salwadoru, ci sami ludzie zaczęli nagle usprawiedliwiać a nalet jawnie popierć reżym Jaruzelskiego.

   Redaktor naczelny zbliżonego do SPD i znanego z sympatii do ruchu pacyfistycznego oraz partii "Zielonych" tygodnika "Spiegel" Rudolf Augstein napisał artykul: /"Spiegel", 21. XII. 81/, który dla każdego choć trochę zorientowanego w sprawach polskich jest po prostu obraźliwy. Augstein stara się przekonać swoich czytelników, że główną winę za ogłoszenie stanu wojennego ponosi "Solidarność", albwiem "nie udało się jej utrzymać jakiegoś sensownego kursu", przy czym partia wykazywała przez cały czas nadzwyczajną cierpliwość, "może nawet aż za długo". Poza tym Wałęsa, którego Augstein nazywa "sprytnym człowiekiem", nie umiał pohamować radykałów i na dodatek upajał się swoją rolą trybuna ludowego. Z logiki tego artykułu wynika, że to właściwie dobrze, że wprowadzono stan wyjątkowy w Polsce. Sprawiedliwości stało się zadość. Najbardziej jednak niesamowicie brzmią wywody Augsteina dotyczące historii Polski. Ma on za złe Polakom, że zawsze mieli skłonności do anarchii i nigdy sami nie potrafili się rządzić, że już w połowie szesnastego wieku zamiast sprawić sobie jakąś porządną dynastię, wybierali swoich króli "jak bydło na targu", co miało taki efekt, że sąsiedzi Polski byli praktycznie rzecz biorąc zaproszeni do interwencji!l. A więc to, co dla każdego, kto ma jakie takie pojęcie o dziejach demokracji w Europie, jest w historii Polski czymś szczególnie cennym i wyjątkowym, dla Augsteina jest przejawem jakiejś typowej dla Polaków głupoty. Ton wyższości, w jakim udziela on dobrych rad Polakom, jest w ogóle dla tego artykułu charakterystyczny. Wyraża on między innymi wątpliwości, czy Polacy potrafiliby rządzić się prawidłowo, gdyby dać im system w stylu demokracji zachodnich. Naprawdę jest to interesujące, że p. Augstein i jemu podobni, którzy tak zawsze są gotowi bronić praw demokratycznych w Turcji, Mozambiku i w innych krajach Trzeciego Swiata, w przypadku Polski mają tyle wątpliwości.

    Pod koniec artykułu Augstein pisze: "pominąwszy już fakt, że Polaków, którzy zajęli jedną piątą naszych terytoriów, lubimy a i nawet prawie kochamy: ich przecież niezasłużony i tak bardzo z Niemcami Hitlera związany los, z punktu widzenia naszych własnych interesów nie powinien nam być obojętny". Jest to — trzeba przyznać — brdzo niejasne zdanie i nie wiadomo, jak je należy rozumieć. Czy chodzi o to, że Polacy wydają się p. Augsteinowi godni pożałowania i sympatyczni, czy też o tę  jedną piątą utraconych terytoriów?

- 17 -

   Czytelnicy "Spiegla"nie mają takich wątpliwości. W edycji tygodnika z 18 stycznia, w której zamieszczono głosy czytelników dotyczące sprawy polskiej p. Alfred Michalis z Monachium, któremu nie podoba sie akcja pomocy dla Polski, pisze: "Pomimo ich zewnętrznej pobożności, /Polacy/ zdają się nie znać jednego ważnego zdania z biblii: "kto nie pracuje, ten nie je"! Moja rodzina już w 1945 "podarowała" Polakom cztery zagrody nad wschodnią Odrą! Myślę, że to wystarczy i że przez następne 1000 lat zwolni się nas z dalszych podarunków!"

   Inny czytelnik, nie wiadomo, czy poważnie czy też w charakterze żartu, proponuje, aby w zamian za niezapłacone długi Polacy oddali NRD Pomorze i Śląsk. W ogóle zdecydowana większość czytelników chwali p. Augsteina za odwagę i oskarża rząd USA o hipokryzję. Można odnieść wrażenie, że dla czytelników "Spiegla" wprowadzenie stanu wojennego w Polsce stało się dowodem rzeczowym świadczącym o obłudzie i zakłamaniu prezydenta Reagana.

   Dlaczego takie wnioski się wyciąga, nie wiem ani nie podejmuję się tłumaczyć. Powiem tylko, że historia zna już podobne przykłady. Kiedy podczas ostatniej wojny do Wielkiej Brytanii dotarła wiadomość o masowej zagładzie Żydów, zanotowano tam wzrost antysemityzmu. Powszechnie znany pisarz angielski George Orwell, który usiłował wowczas zrozumieć to zjawisko, musiał dać za wygraną. Powiedział tylko, że logika towarzysząca takim fenomenom jest irracjonalna i argumentów zdrowego rozsądku się nie słucha.

   Wydaje się, że oskarżanie o hipokryzję wszystkich tych, którzy w ostatnich tygodniach głośno protestowali przeciwko reżymowi Jaruzelskiego, pojawiło się wśród czytelników "Spiegla" nie przypadkowo. Zapewne większość z nich czytała zamieszczony w "Sternie" artykuł redaktora naczelnego tegoż tygodnika Henri Nannena, który z wyjątkową ostrością zaatakował czołowych polityków Zachodu zarzucając im obłudę i hipokryzję. Rozumowanie Nannena jest w gruncie rzeczy nieskomplikowane. Twierdzi on mianowicie, że w Polsce wcale nie jest tak źle, że warunki w obozach internowania są całkiem znośne, że nikogo się nie bije ani nie torturuje i że decyzja Jaruzelskiego o wprowadzeniu stanu wojennego spotkała sie z zadowoleniem dużej części społeczeństwa. O tym wszystkim powiedział Nannenowi wicepremier Mieczysław F. Rakowski podczas swojej sylwestrowej wizyty w Bonn. Nannen uważa, że nie ma powodu, aby nie wierzyć wicepremierowi. Znają się już od 13 lat, łączą ich nawet więzi przyjaźni i jak do tej pory Rakowski nigdy go nie okłamał. Właśnie zaufanie do Rakowskiego oraz głęboka troska o dobro Polaków każe mu stwierdzić, że rozdzieranie szat nad Polską jest niczym innym jak tylko obłudą.

   Artykuł Nannena ukazał się 7. stycznia. Zapewne niewielu czytelników "Sterna" wie, że już 8. stycznia na pierwszej stronie "Gazety Krakowskiej" wydrukowana została bardzo obszerna i bardzo pochwalna recenzja tego artykułu. Dla nielicznych ocalałych po przeprowadzonej ostatnio w środowisku dziennikarskim czystce /w jaki sposób tego dokonali, to już pozostanie ich tajemnicą/ Henri Nannen jest jedynym prawdziwym przyjacielem Polaków i to takim, na którego można liczyć, albowiem prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie!. Tytuł zamieszczonego w "Gazecie Krakowskiej" artykułu: "Bez obłudy".' Zdumiewać musi szybkoś, z jaką zespół redakcyjny GK zareagował na artykuł "Sterna", szczególnie jeśli uwzględni się panujące obecnie ograniczenia komunikacyjne. Ale

- 18 -

jak widać, w  takich sytuacjach pomagają prawdziwi przyjaciele. Nie  jest też wykluczone, że tekst artykułu Nannena przywiózł do Krakowa sam wicepremier Rakowski. Jeszcze na tydzień przed ukazaniem się tego artykułu w "Sternie"

   Na zakończenie tego pobieżnego szkicu chciałbym jeszczę raz wrócić do omawianego na wstępie artykułu Rudolfa Augsteina. Chodzi mi o jedno zdanie, kt6rego nie mogę mu wybaczyć, o to mianowicie, że p. Augstein ma wątpliwości, czy Polacy byliby w stanie rządzić się sami, gdyby w Polsce wprowadzono system demokratyczny. Otóż wydaje mi się, że takie zdanie może pochodzić tylko od kogoś, kto nie rozumie albo też nie chce zrozumieć, co oznacza pojęcie demokracji dla polskich tradycji politycznych. I jeśli mam być szczery, to mojej lekturze artykułów Augsteina i Nannena towarzyszyła poważna obawa o przyszłość demokracji w Niemczech. W odróżnieniu od Polaków Niemcy nigdy specjalnie o demokrację nie walczyli ani też się dla niej nie poświęcali. Właściwie to było na odwrót. To właśnie Niemcy wypowiedzieli wojnę demokracji europejskiej, chociaż według logiki proponowanej przez Augsteina odpowiedzialnością za to należy obarczyć Polskę, która Niemców do tej wojny sprowokowała czy też może raczej zaprosiła. Demokracja, o którą Polacy walczyli przez 5 lat wojny, i to na wszystkich możliwych frontach, nie dostała się Polakom, tylko Niemcom, o których do tej pory nie wiadomo, czy jej rzeczywiście chcieli. W każdym razie kiedy czyta się wypowiedzi panów Augsteina i Nannena, trzeba stwierdzić z całą stanowczością, że oni jej nie chcą.

Włodzimierz Nechamkis
Berlin Zachodni, dn. 30.02.1982

Linki:
www.jow.pl
www.edwardklimczak.de
(tłumaczenia sądowe: jęz. angielski, niemiecki, polski, rosyjski)
www.userpage.fu-berlin.de/klimczak
www.russischkurs-mgu.de
http://www.solidarni.waw.pl/