- 31 -

Strajk w Gdańskich Zakładach Rafineryjnych

Rozpoczął się bezpośrednio po ogłoszeniu stanu wojennego. Dyrektor podpisał postój zakładu, który był przewidziany w związku z planowanym remontem na termin późniejszy, za co został natychmiastowo zdjęty ze stanowiska. Urząd dyrektora objął mianowany przez władze wojskowe ob. Kołsut. Załoga podjęła strajk okupacyjny, protestując przeciwko bezpodstawnemu wprowadzeniu stanu wojennego i domagając się uwolnienia internowanych działaczy "Solidarności" /m. in. 3 działaczy "Solidarności" GZR/. Większość załogi odmówiła składania podpisów na aktach osobowych dotyczących pracy w zakładach zmilitaryzowanych. Część podporządkowała się zarządzeniom.

W zakładzie pozostało początkowo ok. 700 osób. Pod wpływem podawanych przez dyrekcję komunikatów o sankcjach karnych, grożących za niesubordynację w warunkach stanu wojennego \do 25 lat więzienia/ jeszcze ok. 200 osób opuściło zakład. Pozostali strajkujący rozwiesili na gmachu dyrekcji flagę narodową i napis "Strajk". Praca instalacji produkcyjnych była utrzymywana przez strajkujących na jałowym biegu, gdyż zupełne ich zatrzymanie groziłoby ich zniszczeniem.

16.12.81 r. ok. południa od strony Elbląga zaczęły nadjeżdżać czołgi i wozy pancerne, które w odstępach kilku metrów otoczyły cały zakład, kierując lufy w jego stronę. Czołgi zatarasowały bramę wjazdową. Wojsko objęło ścisłą kontrolą wszystkie wejścia do Rafinerii. Zdjęto flagę narodową i tablicę z napisem "Strajk". Pozostały jednak 2 flagi na terenie zakładu. Wewnątrz zakładu przy bramach i ogrodzeniu straż pełniły posterunki strajkowe z biało-czerwonymi opaskami. Przed bramą wejściową, wewnątrz zakładu ochotnicy ustawili duży krzyż i tablicę z napisem "Żołnierzu! Przysięgałeś wierność narodowi".

Żołnierze pełniący służbę w czołgach byli poborowymi i absolwentami wyższych uczelni odbywającymi służbę wojskową w ramach studiów. W tym dniu byli zdenerwowani, gdyż w drodze do Rafinerii pierwszy z kolumny czołgów z czteroosobową załogą zatonął w kanale rzecznym za Nowym Dworem. Dowódcy rozpowszechniali wśród żołnierzy nieprawdziwe wiadomości o rzekomych mordach popełnianych na żołnierzach przez mieszkańców Gdańska. Mimo to żołnierze wyraźnie sympatyzowali z robotnikami. O godz. 19.00 część żołnierzy zakwaterowano w budynku przychodni zakładowej, gdzie mieli nocować. Po upływie pół godz. ogłoszono nagle alarm bojowy i wszyscy natychmiast zajęli stanowiska w czołgach. Personel służby zdrowia uprzedzono o możliwości rozlewu krwi i pouczono o zachowaniu się w czasie ataku. W zbiornikach kulistych znajdowało się ok. 1500 ton propanu o olbrzymiej sile wybuchu.

Strajkujący wiedzieli o przygotowaniach do ataku, mimo wszystko jednak postanowiono wytrwać do końca. Alarm trwał ok. 1 godz. po czym część czołgów ruszyła w kierunku Gdańska, gdzie właśnie trwały intensywne walki uliczne. Wtedy na daszek nad drzwiami wejściowymi do zakładu wszedł jeden z robotników i czarną farbą wypisał dużymi literami słowo "Strajk". Nazajutrz zmyto napis,

- 32 -

jednak ślad liter pozostał. Napięta sytuacja utrzymywała się nadal.

W piątek 18 grudnia w godzinach przedpołudniowych nad Rafinerią pojawił się helikopter wojskowy, który krążył przez dłuższy czas niebezpiecznie zniżając lot nad zakładem. W nocy z 18 na 19 grud. o godz. 3.00 od strony ul.Sztumkiej od tyłu zakładu wkroczył desant wojskowy, który opanował ważniejsze instalacje i zbiorniki z gazem. Większośc strajkujących przebywała w pomieszczeniach sterowni centralnej. Od wczesnych godzin rannych wszystkie drogi dojazdowe Rafinerii zostały zemknięte. O godz. 8.00 rano wszystkimi bramami wjechały jednocześnie do Rafinerii uzbrojone oddziały ZOMO w liczbie ok. 1500 osćb. Funkcjonariusze mieli broń, pałki, tarcze, kaski z plastikową osłoną na twarz. Brutalnie zbijając szklane, niezamknięte drzwi i okna, wdzierali się ze wszystkich stron równocześnie do sterowni i innych pomieszczeń. Szkło rozbijali łomami. Przy tym ranili łomem w głowę jednego z robotników, którego okrwawionego wywieźli do szpitala własną karetką sanitarną. Wszystko to nastąpiło tak błyskawicznie, że zaskoczeni robotnicy, niektórzy zbudzeni dopiero ze snu, nie wszyscy zdążyli założyć na siebie wierzchnie okrycia. Milicjanci uderzyli na robotników bijąc ich od razu pałkami i obrzucając wulgarnymi przekleństwami. Kazali ustawić się twarzami do ściany z rękami założonymi na głowę. Każde najmniejsze poruszenie karane było uderzeniami. Inni, jakby w szale, tłukli szklane szafy, głośniki i inne sprzęty.
Strajkujących skuto kajdanami parami lub pojedynczo. Podobnie skuto i rzucano na śnieg straż strajkową przy bramach. Leżących bito i kopano. Na śniegu pozostały ślady krwi. Robotnikom w sterowni kazano paść twarzą do ziemi i dopiero po jakimś czasie czołgać się do centralnego pomieszczenia stero~ni. Robotnicy czołgać się po rozbitym szkle, które kaleczyło im ręce. Opóźniających się bito i kopano. W centralnym pomieszczeniu leżeli ok. 30 min. Najmniejsze poruszenie karano biciem.
W tym czasie dyr. Pawełczyk zapytał, kto zgłasza się do dalszej pracy. Podniosło się sporo rąk w kajdanach, spośród tych dyrektor wybrał. Pod eskortą wypowadzono robotników do samochodów milicyjnych po 10 osób. Część skutych i nie wszystkich ubranych w kilkunastostoipniowym mrozie prowadzono ok. 1 km. pieszo do budynku dyrekcji. Wszystkich zgromadzono pod silną eskortą do świetlicy, gdzie zbierano dane personalne i dzielono na grupy. Część robotników przeznaczono do natychmiastowego podjęcia pracy, a część, przeznaczoną na późniejsze zmiany, wypuszczono do domów, część zaś od razu wywieziono do więzienia w Tczewie.
Ok. 20 osobom, dotkliwie pobitym pomocy udzieliła Służba Zdrowia. Najbardziej poszkodowaną była, w wyniku bicia, młoda dziewczyna, którą wwyniesiono na noszach i po założeniu gipsu nóg odwieziono karetką do domu. Akcja zakończyła się ok 13.00. Na kominie Rafinerii powiewała jeszcze kilka dni biało-czerwona flaga z kirem. Krzyż po zakończeniu akcji zniszczono.

Berlin Zachodni, 21.03.1982