Komentarz

»Solidarność« kontra »Solidarność«

Zbigniew Żbikowski

Ku układowi dwubiegunowemu

Teoria krążenia elit utrzymuje, że ludzie odchodzą, a mechanizmy sprawowania władzy pozostają. Nowa ekipa wpasowuje siły w stare struktury i w ten sposób nastęuje samopowielanie układu. W Polsce, aspirującej do demokracji, zjawisko to już staje się zauważalne. Ludzie nowej władzy z miesiąca na miesiąc coraz bardziej upodobniają się w zachowaniach i wypowiedziach do polityków minionego ustroju. Politycy spoza ukształtowanego po "okrągłym stole" układu, uzyskują w ten sposób potężną broń w walce o władzę. Posługując się niezadowoleniem mas jako orężem można wygrać każdą niemal bitwę.
Wie o tym Lech Wałęsa, wiedzą jego sojusznicy, a także konkurenci w wyścigu do urzędów i stanowisk. Latem roku 1990 r. Polska pod pewnymi względami przypomina ten sam kraj sprzed lat dziesięciu, pod innymi bedąc zupełnie inna.
Podobnie jak latem 1980 r. narasta niezadowolenie społeczne wynikające ze stale obniżającego się poziomu życia. Wówczas jednak ekipa Gierka tłumaczyła "przejściowe trudności" i tym, że "za szybko poszliśmy do przodu". Natomiast przeciwnicy rządu Mazowieckiego z obozu Wałęsy atakują jego działalność za coś odwrotnego — że za wolno się posuwamy w reformach, stąd nasze kłopoty. Dziesięć lat temu komuniści oskarżali powstającą "Solidarność" o to, że chce władzy, co miało być zamachem na najwyższą świętość zawarowaną konstytucyjnie, przeciwnicy ustroju zaś odpowiadali, że żadnej władzy nie chcą. Dzisiaj oponenci obecnego gabinetu chcą władzy jak najwyraźniej, a rząd zapewnia, że tak wcale nie jest i o żadnym konflikcie Mazowieckiego z Wałęsą oraz skupionymi wokół niego doradcami mowy być nie może. Mimo że niedawni partnerzy z jednej płyty styropianowej, na której spali podczas strajku w stoczni, czyli szef "Solidarności" i szef rząd, przestali się sobie kłaniać — jak utrzymuje warszawska kawiarnia — a Zbigniew Bujak zaczął mówić do swoich niedawnych kolegów, teraz zaś przeciwników, na "pan".
Pęknięcie węwnątrz "Solidarności" uważane przez wielu zwolenników czy wręcz miłośników ruchu za coś gorszącego, nie powinno budzić aż takich emocji. Współczesne demokracje europejskie uwielbiają przecież układy dwubiegunowe — tak jest w dowolnym kraju Europejskiej Wspólnoty — i Polska najwyraźniej ku takiemu układowi zmierza. W sytuacji gdy lewica postkomunistyczna nie przedstawia żadnej realnej siły politycznej, a odradzająca się tradycyjna prawica jest w stanie odegrać najwyżej rolę języczka u wagi, dynamizująca zmiany i całe życie polityczne polaryzacja musiała powstać wewnątrz dominującego obozu. Anarchia, chaos, destabilizacja, spadek autorytetu na arenie międzynarodowej, brak wiarygodności u partnerów — wszystkie te zwroty przeciwników starcia dwóch skrzydeł już były przerabiane, właśnie dziesięć lat temu. Powiada si, że różnice pomiędzy solidarnościową centroprawicą i centrolewicą są właściwie minimalne i mają głównie charakter personalny. Być może. W końcu różnice między demokratami a republikanami w Stanach Zjiednoczonych nie są aż tak duże, ale dzięki temu, że istnieją, politycy amerykańscy będący akurat przy władzy nie mogą spokojnie zajmować się swymi interesami pod osłoną tworzonego przez siebie prawa. Muszą się liczyć ze swymi przeciwnikami.
Bez prawdziwych, godnych siebie pod względem siły przeciwników, sprawowanie władzy przemienia się w bezterminowe "piastowanie urzędów". Tymczasem w demokratycznym kraju każdy powinien mieć szanse skompromitowania się jako prominent. Działacze Porozumienia Centrum chcą tego spróbować już jesienią. Dopóki nie planują dyktatury, nie należy im z chęci skorzystania z tej szansy czynić zarzutu.

Zbigniew Żbikowski
Warszawa, 30.06.1990 r.

 

 

Forum (Twój komentarz) dot. wydania Poglądu nr 163-164:
 
Linki:
www.jow.pl
www.edwardklimczak.de (tłumaczenia sądowe: jęz. angielski, niemiecki, polski, rosyjski)
www.userpage.fu-berlin.de/klimczak
www.russischkurs-mgu.de
http://www.solidarni.waw.pl/