kopfl
gb
ger pl Flagge.Pl
kopfr

 

WYDANIE NR 9 (165) WRZESIEŃ 1990 R., STRONA 16 -17
Opublikował w internecie w dn. dn. 07.04.2009 r. r. Edward Klimczak

BEZROBOCIE


Romuald  Szeremietiew

Efekty planu Balcerowicza


STRONA 16


   W gospodarce rynkowej ograniczone bezrobocie jest objawem normalnym i zdrowym. W każdym społeczeństwie są przecież ludzie, którzy z różnych powodów nie podejmują pracy. Czasowo mogą pozostawać bez pracy poszukujący odpowiadającego im zajęcia (bezrobocie fikcyjne) i tacy, którzy z powodów od nich niezależnych, np. zdrowotnych, nie mogą pracować. Ale istnieje także inne bezrobocie, mające wszelkie objawy schorzenia atakującego społeczeństwo, niebezpieczne dla interesów państwa. Takim bezrobociem było to znane z czasów wielkiego kryzysu i krachu na giełdzie nowojorskiej w 1929 roku. Masy bezrobotnych, pozbawionych szansy zatrudnienia, stały się społecznym zapleczem totalitarnych ruchów politycznych. To wśród bezrobotnych szukali zwolenników komuniści i naziści. To masy niemieckich bezrobotnych stanowiły główną siłę hitlerowskich bojówek SA i wyniosły Führera do władzy. Nic ma w tym niczego dziwnego. Ludzie postawieni w sytuacji skrajnej łatwo ulegają namowom różnych demagogów.
    Przypominam o tym w kontekście tzw. programu wicepremiera Leszka Balcerowicza, bowiem wszystko wskazuje na to, że efektem jego realizacji będzie choroba bezrobocia, a nie zdrowe i naturalne bezrobocie znane z normalnie funkcjonującej gospodarki wolnorynkowej. Obok tego minister Jacek Kuroń, odpowiedzialny za resort pracy i polityki socjalnej, wyraźnie lekceważy to zagrożenie. Ten sam Kuroń na kwietniowym Zjeździe NSZZ "S" w Gdańsku beztrosko oświadczył, że jego ministerstwo "nie ma żadnego programu polityki socjalnej". A to oznacza, iż rząd premiera Tadeusza Mazowieckiego, poza niejasnymi zamiarami jakiejś akcji charytatywnej (kuroniowskie konto SOS), nie ma niczego dla przeciwstawienia się zalewającej Polskę fali bezrobocia.
    Powstaje jednak pytanie, czy obawy są uzasadnione? Czy nie jest to przypadkiem narzekanie malkontenta-opozycjonisty, szukającego dziury w całym? Słyszałem, jak zwolennicy obecnego rządu mówili: cóż to jest owe 270 tys. bezrobotnych w masie wielu milionów zatrudnionych.
   Jak wiadomo, plan wicepremiera Balcerowicza zakłada powrót do normalności gospodarczej drogą duszenia importu, ograniczania konsumpcji i przez stagnację płac. Przyjęto, zgodnie z sugestiami z Zachodu, że to nadmierna ilość pieniędzy w rękach społeczeństwa jest źródłem inflacji i dlatego zwalczając inflację należy ludziom te pieniądze zabrać. Po pierwszym kwartale rząd osiągnął zahamowanie (nie likwidację) inflacji, stabilizację kursu walut zachodnich, poprawę bilansu budżetu centralnego. Ale obok tego wystąpily zjawiska wskzujące na silne "zagrożenia dla stabilizacji" i "brak jest przesłanek, które wskazywałyby na możliwość samoczynnej zmiany tych tendencji w ciągu najbliższych 2-3 miesięcy" ("Synteza sytuacji gospodarczej za 4 miesiące", opracowanie rządowe.). Nastąpił silny spadek dochodu narodowego do podziału. Według bardzo ostrożnej i optymistycznej, bo zakładającej wzrost produkcji począwszy od połowy br., prognozy rządowej, dochód narodowy w 1990 roku spadnie o 22%, a spożycie nawet o 25%. Ta prognoza jest nazbyt optymistyczna — spadek na pewno będzie znacznie większy. Jak pamiętamy,
wcześniej zakładano spadek produkcji w granicach 5% i wzrost cen o 45%. Tymczasem spadek ten w kwietniu br. sięgnął 28,5%  (nieoficjalnie mówi się o recesji w granicach 39%), a ceny wzrosły co najnmiej o 100% — ceny w kwietniu 1990 r. były 13 razy wyższe niż przed rokiem. Zachodni eksperci oceniają, że w skali całego roku jest możliwy spadek produkcji do 50% i wzrost bezrobocia nawet do 4,5 mln osób. Ponadto pojawiła się groźba powrotu inflacji i to w warunkach stagnacji gospodarczej.
    Na tym tle rzeczywiście niepokojąco wygląda sprawa bezrobocia. Jak wiadomo w latach 1980-1989 prowadzono w Polsce świadomą politykę zmniejszania zatrudnienia i zniechęcano ludzi do podejmowania pracy w sektorze państwowym. Przyrost ludności w wieku produkcyjnym wyniósł około 800 tys. osób, a w tym czasie liczba pracujących w gospodarce narodowej zmniejszyła się o 200 tys., liczba emerytów i rencistów wzrosła o 53% (6.928 tys. w styczniu 1990 r.), 830 tys. Polaków udało się na emigrację. To tym zjawiskom zawdzięczaliśmy brak bezrobocia w 1989 roku i przewagę ofert pracy nad liczbą ludzi jej
poszukujących. Sytuacja ulegała zmianie
Wicepremier Leszek Balcerowicz. "W programie Balcerowicza nie ma żadnych
czynników aktywizujących produkcję."  
fot. Aleksandra Bessert

STRONA 17

od stycznia br. Poziom bezrobocia zaczął się powiększać średnio o 3 tys. osób dziennie. Mały procentowo odsetek bezrobotnych wygląda inaczej, gdy zestawimy liczby poszukujących pracy z ilością ofert. Okaże się wtedy, że o ile w styczniu br. na jedno miejsc pracy przypadało 1,6 osoby poszukującej, to w połowie marca br. było już 11 osób na jedną ofertę pracy (dla kobiet nawet 23,8 osoby na jedną ofertę pracy). Są tereny, gdzie brak pracy jest odczuwany silniej, niż wynikałoby to ze średniej statystycznej, np. w woj. krośnieńskim przypadało 498 osób na jednę ofertę pracy!
    Istnieją rozmaite prognozy wzrostu bezrobocia w skali całego roku. Takie, które oceniają wzrost na 800-900 tys. osób (pojawia się palący problem braku miejsc pracy dla tegorocznych absolwentów szkół ponadpodstawowych), 500-6OO tys. według optymistycznej prognozy rządowej zakładającej wzrost produkcji (?) w drugiej połowie br. i 2,8 mln bezrobotnych według prognozy ekspertów Banku Światowego. Ale nawet ta ostatnia prognoza, najmniej optymistyczna, zakładała, że procesy restrukturyzacji gospodarki zaczną się w czerwcu br. Niestety, czerwiec się skończył  i jedyne, co nas czeka w drugiej połowie roku, to podwyżka cen energii.
W programie wicepremiera Balcerowicza nie ma żadnych czynników aktywizującyh produkcję.
   Plan opiera się na przekonaniu, iż przedsiębiorstwa postawione w obliczu twardych warunków będą musiały same zadbać o swe istnienie. Innym dziwacznym założeniem jest przeświadczenie rządu, że ludzie będą potulnie znosić drakońskie podwyżki cen i obniżenie poziomu życia.  Jak  widać fundamentem rządowego programu gospodarczego jest czynnik pozaekonomiczny — wiara w   

   W  jednym ze swych wtorkowych wystąpień telewizyjnych minister J. Kuroń powiedział, że bezrobocie w Polsce jest  mniejsze od bezrobocia w Szwecji, więc nie ma potrzeby obawiać się tego zjawiska. Ostatnio liczba bezrobotnych przekroczyła 700 tys, osób i argument o marginalności zjawiska stracil na sile.
    Istotnym czynnikiem osłabiającym negatywne skutki polityki rządu jest "czarny rynek". Ogromna rzesza obywateli trudni się działalnością handlową ("handel obwoźny") i pseudo handlową ("turystyka" do Wiednia i Berlina. Jest to objaw chorobowy i choć doraźnie łagodzi to nastroje społeczne, odsuwa potencjalny wybuch gniewu społecznego, jednak w przyszłości będzie miało fatalne skutki dla życia gospodarczeggo kraju.
   W moim liście otwartym do premiera T. Mazowieckiego wkrótce po ogłoszeniu przez  L. Balcerowicza jego programu, domagałem się dymisji wicepremiera. Tego listu, poza "Solidarnością Szczecińską", nie wydrukowało żadne pismo krajowe — "Tygodnik Solidarność" oświadczył: "Z pańskiego tekstu nie skorzystamy". Premier natomiast nie uznał za konieczne odpowiedzieć.

R.Sz.

wytrzymałość społeczeństwa.
Co jednak będzie, gdy ludzie nie wytrzymają? To prawda, przedsię-biorstwa nierentowne powinny upaść. Ale ludzie w nich zatrudnieni nie przestaną jeść. Nie muszę tłumaczyć, że dla milionów bezrobotnych nie wystarczy zupy. Nie rozwiążą też problemu biura pośrednictwa pracy i tysiące zatrudnionych tam urzędników. Zadziwiająca jest zresztą tendencja do rozbudowy biurokracji.
   Jacek Kuroń, minister pracy i polityki socjalnej. "Oświadczył, że jego ministerstwo   «nie  ma żadnego programu polityki socjalnej»."
 
fot. Aleksandra Bessert

    Istota programu walki z chorobą bezrobocia zawiera się w promowaniu aktywności gospodarczej obywateli, we wzroście  produkcji  i popytu. Jeżeli ludzie nie będą mieli szans na zarabianie pieniędzy,  nie  będzie   też  kupujących. Polsce   potrzebny   jest program zabezpieczeń prawnych i odpowiednia polityka finansowa wyzwalająca aktywność ludzi. W okresie rządów prezydenta R. Reagana stworzono w USA 19 mln miejsc pracy, 17 mln w zakładach zatrudniających mniej niż 10 osób. Nowoczesna gospodarka wolnorynkowa opiera się o drobne zakłady produkcyjne i usługowe. Takie zakłady mogą powstawać natychmiast i bez wielkich nakładów finansowych. Nikt jednak nie będzie angażowal swych pieniędzy, jeżeli nie ma przekonania, że polityka państwa w tym zakresie będzie stabilna, a prawo nie będzie zależało od koniunktur politycznych i nastrojów ministrów.
   Wydaje się, że w niektórych ośrodkach politycznych zaczyna zwyciężać realizm w ocenie planu Leszka Balcerowicza. Widać to wyraźnie w wypowiedziach byłego sponsora obecnego rządu, przewodniczącego "Solidarności" L. Wałęsy. Program Balcerowicza, "bandycki" ale jedyny możliwy — jak mówił przed paroma miesiącami Wałęsa — jest obecnie ostro przez niego krytykowany. Można by powiedzieć: lepiej późno niż wcale.
    Nasuwa się jednak pytanie, jak to się stało, że nazwano program wicepremiera Balcerowicza jedynym i nie zapytano specjalistów, czy nie widzą innego rozwiązania? Nie będę tu wspominał o programie gospodarczym PPN — rozumiem, iż opozycji konstruktywnej nie wypada doszukiwać się sensu w programach "demagogów". Czemu jednak nie zapytano o zdanie lakich ludzi, jak prof. Stefan Kurowski, dr Antoni Jędraszczyk czy dr Rafał Krawczyk? Czemu Balcerowicz uznany został za jedynego specjalistę od rozwiązywania problemów polskiej gospodarki i co zrobi rząd, gdy ten jedyny będzie musiał odejść?
  Brak demokracji to nie tylko terror i zamordyzm. Brak demokracji występuje także wówczas, gdy ludzie nie mają możliwości wyboru. A jak długo w polskim życiu publicznym będzie obowiązywała reguła, że człowiek o innych przekonaniach to wróg, zdrajca czy głupiec, którego nie warto słuchać, jak długo będzie obowiązywała w praktyce słynna PRL-owska jedyna alternatywa, tak długo w Polsce nie będzie demokracji. Chcieliśmy się pozbyć komunizmu, ale chcieliśmy też likwidacji monopolu na nieomylność. To drugie pragnienie jeszcze się nie spełniło. To pierwsze może się okazać złudzeniem, jeżeli nie uda się nam stworzyć Polski wolnej i demokratycznej, a jak powiedział filozof Emanuel Mounier: "Wolność zaczyna się od drugiego człowieka.
"

Warszawa, dnia 20 lipca 1990 r.

Romuald Szeremietiew

Forum (Twój komentarz — prześlij mailem!) dot. powyższego artykułu:
 
Linki:
www.jow.pl
www.edwardklimczak.de (tłumaczenia sądowe: jęz. angielski, niemiecki, polski, rosyjski)
www.userpage.fu-berlin.de/klimczak
www.russischkurs-mgu.de
http://www.solidarni.waw.pl/