Kopfrechts
gb
ger pl Flagge.Pl
Kopflinks

 

"POGLĄD", WYDANIE 165 (9), WRZESIEŃ 1990
Komentarz

Powrót II. Rzeczypospolitej

Zbigniew Żbikowski

Londyn do Belwederu

   Sprawa dalszej prezydentury Wojciecha Jaruzelskiego jest już w zasadzie przesądzona i to poza Belwederem. Ugrupowania zdecydowane na nowy podział kart postanowiły, że generał powinien dla dobra sprawy sam złożyć dymisję i otworzyć w ten sposób nowy rozdział w walce o władzę. Optujących za pozostawieniem obecnego układu sił trudno dziś znaleźć, bo nawet lewica postkomunistyczna, której eksponentem obecny gospodarz Belwederu pozostaje, pragnie nowych wyborów, nowej konstytucji i nowego prezydenta.
    Jest rzeczą zrozumiałą, że ugrupowania polityczne stanowiące obecnie trzon władzy, stoją na stanowisku jej pełnej legalności. Najzupełniej zaś pod względem formalno-prawnym legalny rząd londyński traktują tak jak dawniej traktowali go "liberalni" komuniści — jako polityczno-emigracyjny folklor. Jest w tym pewna niekonsekwencja. Albo PRL uważa się za sowiecką okupację, rząd zaś stojący na jej czele za kremlowską marionetkę, a wówczas przejęcie władzy z jej rąk było politycznym paserstwem, albo odbiera się ją jako rzecz legalnie nabytą i nie mówi o jej pochodzeniu. Sytuacja byłaby prostsza i jaśniejsza, gdyby po cofnięciu przez aliantów uznania dla rządu emigracyjnego, przestał on po prostu istnieć. Ten jednk uporczywie trwał przez całe dziesięciolecia, dzierżąc insygnia legalnej władzy w niezależnej Rzeczypospolitej i doprowadzając do głębokiego zawstydzenia tych inteleklualnych niedowiarków, którzy rozróżniając między siłą moralną a realną opowiedzieli się w swoim czasie po stronie realiów. Tak naprawdę wytrwało przy nim zaledwie kilka niewielkich liczebnie ugrupowań niepodległościowych, m.in. Polska Partia Niepodległościowa, Solidarność Walcząca, Służba Wierności Rzeczypospolitej. Konfederacja Polski Niepodległej uznając z jednej strony rząd londyński, z drugiej zachowuje się tak, jakby uznawała także rząd warszawski. To się nazywa "polityczny realizm".
    Politycy dążący do jak najszybszej elekcji nowego prezydenta (czytaj: Lecha Wałęsy) zupełnie ignorują fakt, że legalny spadkobierca fotela prezydenta Mościckiego urzęduje na Zamku w Londynie, a nie w Warszawie. Gdyby Zgromadzenie Narodowe jeszcze przed rozwiązaniem wyniosło przewodniczącego "Solidarności" czy kogokolwiek innego na najwyższe w państwie stanowisko, w dalszym ciągu — patrząc realnie — mielibyśmy dwóch prezydentów i dwa rządy, choć tylko jeden, wybrany w kraju, parlament. Efektem tego posunięcia byłaby zapewne kampania o zwrot insygniów legalnej władzy — flagi prezydenckiej czy wielkiej pieczęci — i złożenie urzędów przez cały Zamek — jak się nazywa siedzibę emigracyjnych władz polskich. Dopiero bowiem po takim akcie można by mówić o legalnej kontynuacji prrzedwojennej państwowości polskiej. Taki scenariusz wydaje się być jednak nie do przyjęcia.
    Najrozsądniejszy projekt uporządkowania zagadnienia władzy — jej legalności i kontynuacji — wysuwają niepodległościowcy. Ich zdaniem należy najpierw wybrać w wolnych wyborach nowy parlament, który przez Londyn zostanie uznany za suwerenny i odzwierciedlający wolę wyborców. Rząd warszawski wówczas przestanie istnieć, rząd londyński zaś podda się woli sejmu i złoży dymisję. Podobnie z prezydentami — przy czym byłoby zasadne, aby prezydent warszawski złożył urząd przed parlamentem, który go na ten fotel wyniósł, prezydent londyński natomiast przed nowym, już w pełni demokratycznym.
    Pozostaje nie rozstrzygnięte zagadnienie "interregnum" — kto będzie rządził, gdy nie będzie ani parlamentu, ani prezydenta? Pomysł, wysunięty przez ugrupowania niepodległościowe, aby osobą taką był obecny prezydent Ryszard Kaczorowski, zasługuje na uwagę z dwóch co najmniej powodów. Po pierwsze rozwiązanie takie umożliwiłoby w sposób najmniej konfliktowy przejście przez trudny okres restytucji suwerennej władzy, po drugie zaś pokazałoby światu, zwłaszcza Zachodowi, który w swoim czasie zdradził rząd na wychodźstwie, że Polacy nie dają sie tak łatwo sprzedać. Potrzeba im tylko czasu.

Warszawa, 08.09.1990 r.   

  Zbigniew Żbikowski

 

Linki:
www.jow.pl
www.edwardklimczak.de
(tłumaczenia sądowe: jęz. angielski, niemiecki, polski, rosyjski)
www.userpage.fu-berlin.de/klimczak
www.russischkurs-mgu.de
http://www.solidarni.waw.pl/