Pogląd, ROK II, Nr 17 (43), 25.09.1983
dwutygodniowy magazyn polityczny


 

Proza

  Jerzy Fiszman
  Droga

W 1981 roku, któregoś lutego, Wieś przyjechał do Poznania. Jego zajęciem w tym okresie była komiwojażerka. Zarabiał na życie jako agent handlowy, zatrudniony w prywatnym przedsiębiorstwie. Ta niewielka fabryczka wyrabiała zabawki dla dzieci. Z wyprodukowanym towarem jeździł po całym niemal kraju. Ze sprzedażą nie miał zazwyczaj kłopotów. Ajenci witali go z otwartymi ramionami, ciesząc się, że ich odwiedził.

- Cóż pan nam dzisiaj zaoferuje ciekawego? - pytali. Wieś właczał tak zwany "bajer" i z dużą erudycją, znamionującą dobrego fachowca w swojej branży, zachwalał przywieziony towar. W Poznaniu znalazł się około południa. Czekała go jeszcze jazda do Kalisza, dlatego też spieszył się z pozbyciem towaru. Ponieważ jednak w lutym szybko zapadają ciemności, toteż zorientował się, że nie uda mu się wyjechać z miasta przed nocą. Postanowił zanocować w Poznaniu, aby nazajutrz wczesnym rankiem udać się w dalszą podróż. Wieś lubił wszelkie wygody, więc poszukiwał drogiego nawet hotelu. Miejsc wolnych jednak, pomimo intensywnych poszukiwań, popartych odpowiednim argumentem Narodowego Banku Polskiego, nie było.

 

Poczuł się już wyraźnie zmęczony i zrezygnowany ich bezowocnością. Nie bardzo wiedział, co z sobą zrobić. Przecież nie będzie spał w samochodzie. Wprawdzie zdarzyła mu się już taka noc i to wszak nie latem, teraz jednak nie mógł myśleć o czymś podobnym. Temperaturę na zewnatrz auta oceniał na —150 C. Powoli jednak zaczynało mu się rysować pewne rozwiązanie tej niemiłej sytuacji.

W Poznaniu mieszkał przecież jego brat. Nie był to brat rodzony, tylko tzw. cioteczny. Spotykał się z nim rzadko. Raz na parę lat, a zdarzyła się i przerwa dziesięcioletnia. Jednak wspominał te krótkie wizyty na ogół przyjemnie. Zwykle rózmawiali wówczas do późnych godzin nocnych. Na stole pojawiała się oczywiście wódka.

Brat był znacznie od Wiesia starszy, ciekawa też miał drogę życiowa za sobą. Wieś chętnie nadstawiał ucha, słuchajac nieraz jakże dla niego niezwykłych opowieści. Dźwięczały w nich nuty, przypominające historie z Trylogii Sienkiewicza. Brat pochodził przecież z dawnych kresów Rzeczypospolitej. W roku 1939 był jeszcze 15-1etnim wyrostkiem, a okres dojrzewania przypadł na straszne czasy.

Tam, na Wschodzie, dawne ziemie Rzeczypospolitej, a wraz z nimi i ludzie, mieszkańcy owych terenów, przeszli jeszcze większy dramat, niż gdzie indziej w Polsce. Ta część kraju została zjęta przez Armię Czerwoną.

Nowi władcy zaprowadzają swoje, tak zwane socjalistyczne prawo. Wielu ludzi zostaje uwięzionych, wielu zesłanych na Sybir. Czarek patrzy na te dramaty ludzkie rozgrywajace się wokół. Na razie on i jego najbliższa rodzina mogą spać dość spokojnie. Jego ojciec i matka urodzili się na tych terenach, Czarek też — a wszyscy mają dobre dokumenty. Rosjanie w stosunku do stałych mieszkańców są na razie dość tolerancyjni. Najgorzej wiedzie się tym, którzy tutaj znaleźli się od niedawna. Do nich też przyjechała taka rodzina. Uciekali przed Niemcami aż z Warszawy. Mieli dużo szczęścia w tej karkołomnej wędrówce. Mimo nalotów i niebezpieczeństw grożących ze strony Ukrainców, dotarli cało, zachowując nawet sporo z zabranego dobytku. Zajechali do Czarków wozem zaprzężonym w dwa konie. Jeden z nich przypominał to zwierzę tylko z nazwy — był malutki i chudy. Za to drugi stanowił całkowity kontrast — Arab pełnej krwi. Otrzymali go w darze od jakichś polskich oddziałów w momencie przekraczania mostu na Bugu. Rodzinna wieść głosiła, że byli rzekomo ostatnią furmanką, która przejechała przez ten most. Polskie oddziały zostały po drugiej stronie rzeki, wysadzając wkrótce most w powietrze.

Niemal natychmiast po wkroczeniu Armii Czerwonej rodzinę z Warszawy dotknęły olbrzymie kłopoty. NKWD zaczęło zaglądać do domu Czarka. Babcia, której z uwagi na brak dokumentów /ukradziono je gdzieś w drodze/ groziło wywiezienie na Sybir, reagowała na każdy podejrzany dźwięk ucieczką z domu. Chowała się po sąsiedzkich wychodkach lub stodołach. Gdy niebezpieczeństwo mijało, Czarek biegał po okolicy poszukując jej. Dwóch krewnych z jego dalszej rodziny nie ustrzegło się jednak przed wywiezieniem na lodowatą ziemię.

Chłopak dojrzewał nadzwyczaj szybko. To, co się działo z jego krajem, przypominało sienkiewiczowski Potop. W 1941 roku sytuacja zmienia się nieco, to znaczy — zmienia się najeźdźca i okupant. 22 czerwca wybucha wojna niemiecko-radziecka. Dla wielu ludzi jest nawet powód do radości. Trwa ona jednak krótko. Niemcy zaprowadzają własny ordnung. Trudno powiedzieć — gorszy czy lepszy. Teraz dochodzi jeszcze trzeci przeciwnik — Ukraińcy. Zaczynają się bratobójcze wręcz mordy między dwoma narodami — polskim i ukraińskim.

Czarek, wówczas prawie już 17-latek, wstępuje do AK. Od tego momentu rozpoczyna się j e g o wojna. Tam, na Kresach, jest to bój na wielu frontach — z Niemcami i z oddziałami ukraińskimi, zwanymi na tych terenach "banderowcami", od nazwiska ich przywódcy, Stefana Bandery. Tenże Bandera w noc sylwestrową 1942/43 urządził Polakom noc świętego Bartłomieja. W wielu miastach i wsiach Wołynia ludzie gromadzą się, tworząc przy pomocy AK tak zwane "placówki obronne". W tych akcjach bierze już udział Czarek.

Wstępując do konspiracji przybrał pseudonim Bohun. Na wybór ten miała zapewne wpływ fascynacją powieściami Sienkiewicza.

Dramat dawnych zaprzyjaźnionych narodów Rzeczypospolitej trwa. Konflikty między Polakami a Ukraincami są niewątpliwie podsycane przez "wielkiego brata" ze Wschodu, który wprawdzie uwikłany jest w ciężką wojnę z hitlerowskimi Niemcami, nie przeszkadza mu to jednak, aby w znany sobie sposób wykorzystywać wszelkie możliwości do siania nieporozumień.

Lata następne są dalszym ciągiem martyrologii mieszkańców tych ziem. Masowe rozstrzeliwania Żydów oraz wywożenie ich do obozów zagłady zdarzają się często. Tutaj, na Kresach, mają miejsce szczególnie perfidne metody denuncjowania Żydów. Wielu z nich ukrywało się w okolicznych lasach. Niemcy oczywiście wiedzieli o tym. Znawcy dusz ludzkich wykorzystali najniższe pokłady podłości ogłaszając, że za każdego przyprowadzonego Żyda będą chłopom wypłacać odpowiednią sumę pieniędzy. Wielu, aż nazbyt wielu, uczestniczyło wtedy w polowaniach z nagonką.

To chyba w tym czasie Bohun przyniósł wiadomość o Katyniu. Niemcy zupełnym przypadkiem trafili na ślad pomordowanych przez NKWD 15-tu tysięcy oficerów Wojska Polskiego. Wiadomość, pomimo iż ludzi już niewiele mogło zatrwożyć, poruszyła zamieszkałych licznie na tych terenach Polaków.

Ciąg dalszy nastąpi

Forum (Twój komentarz) dot. artykułu:
 
Linki:
www.jow.pl
www.edwardklimczak.de
(tłumaczenia sądowe: jęz. angielski, niemiecki, polski, rosyjski)
www.userpage.fu-berlin.de/klimczak
www.russischkurs-mgu.de
http://www.solidarni.waw.pl/
 RUS-Zahl